Dotleniacz był czymś pomiędzy zbiorową halucynacją i sanatorium pod chmurą ozonowanego powietrza. Historia placu “na którym tyle krwi spłynęło”, Placu Grzybowskiego w Warszawie, zarastała humusem – żyzną ziemią. Rozkładała się tam pamięć i powstawała nowa historia: historia oddychania, patrzenia, transu, trwania tu i teraz. Mieszały się porządki społeczne i polityczne, kiełkowały idee a pozostałości po potwornościach były odczarowywane przez pomarańczowe karasie i lilie wodne. Nie, nie oznaczało to zapomnienia. Oznaczało to przejęcie historii przez ciało. Ludzkie i zwierzęce, a także ciało ziemi.
Joanna Rajkowska






