Danny Weckx w rozmowie z Mateuszem Bieczyńskim

(nagranie w języku angielskim z polską transkrypcją poniżej)

Mateusz Bieczyński (MB): Witam w podcaście Poznań Art Week „Energia Sztuki”. Dziękujemy naszemu sponsorowi, którym jest ENEA Operator. Moim dzisiejszym gościem jest Danny Weckx, galerzysta z Belgii, założyciel, właściciel i szef MAD Gallery. Cześć, Danny!

Danny Weckx (DW): Cześć!

MB: Miło cię znów widzieć w Poznaniu. Dużo podróżujesz i bardzo się cieszę, że nasze drogi się skrzyżowały. Czy MAD Gallery to firma o zasięgu światowym czy może coś innego?

DW: Tak, myślę, że tak. Przede wszystkim jestem bardzo szczęśliwy. Dziękuję za zaproszenie. Niestety mój polski nie jest jeszcze tak dobry… Rozumiem trochę.

MB: Mam nadzieję, że następna sesja z tobą będzie po polsku.

DW: Mam taką nadzieję.

MB: Obiecujesz?

DW: No cóż… Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę być w Polsce. Znam Poznań bardzo dobrze z biznesowego punktu widzenia, ponieważ od wielu lat prowadziłem tu interesy, stopniowo stając się kolekcjonerem sztuki, a potem galerzystą w Belgii.

MB: Zacznijmy więc od początku. Kiedy po raz pierwszy spotkałem cię tutaj w Poznaniu, byłem pod wrażeniem, że podjąłeś ryzyko otwarcia jednej ze swoich filii właśnie tutaj, w mieście, które, cóż, nie jest centrum świata sztuki. Ty jednak to zrobiłeś. Opowiedz proszę więcej o tym, jak to się stało, że jesteś tutaj ze swoją galerią.


DW: Tak, cóż, wiem, że to może nie jest najbardziej „funky”. Poznań to nie Nowy Jork, Szanghaj, Londyn czy Paryż, ale moja galeria w Belgii także nie jest w Brukseli. Ona jest w Genk, które znajduje się blisko granicy z Niemcami. Uważam, że potrzebujemy galerii inwestujących w miejsca, do których nie wszyscy docierają. Myślę, że to też robi różnicę, lub w takich sposób możemy zrobić różnicę. Może nie ma w tych miejscach tak dużej konkurencji, jeśli spojrzeć na to z biznesowego punktu widzenia, ale z drugiej strony uważam, że jest wiele miejsc na świecie, gdzie warto zapraszać dobrych artystów. To był główny powód, dla którego wybraliśmy Poznań. To miasto ma także związek z moją przeszłością biznesową. Było mi łatwiej podjąć tą decyzję, bo znam Poznań bardzo dobrze i zawsze kochałem to miasto. Uważam także, że z perspektywy sztuki dzieje się tu wiele, zwłaszcza jeśli spojrzeć na UAP (Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu). Jest tu wielu młodych artystów. Radzą sobie dobrze, a artystom ogólnie bardzo trudno jest wyjść z tej szarej strefy. Dlatego dla mnie interesujące jest przyglądanie się tym obszarom, które nie są typowe dla sztuki.

MB:
Oczywiście za chwilę zapytam cię o twoje doświadczenia galerzysty w Poznaniu. Ale powiedz najpierw trochę więcej o swoich osobistych wyborach z przeszłości, które sprawiły, że rozpocząłeś przygodę ze sztuką. Jak to się stało, że będąc aktywnym w innej sferze biznesu, zdecydowałeś się zająć sztuką?

DW: Myślę, że z biznesowego punktu widzenia zawsze byłem w kreatywnym środowisku. Zajmowałem się marketingiem, prowadziłem działania marketingowe. W przeszłości byłem także muzykiem. Dla mnie to stało się trochę przypadkiem, ponieważ jeśli jesteś biznesmenem, masz własną firmę, koncentrujesz się na jej rozwijaniu i wzroście. Moja firma zawsze miała międzynarodowy charakter. Chociaż nie jesteśmy międzynarodową korporacją, bo jesteśmy małą firmą, zawsze spoglądaliśmy poza granice kraju ojczystego. Podczas moich podróży do Republiki Południowej Afryki, szczególnie tam, dostrzegłem piękno sztuki na współczesnej scenie artystycznej. W Belgii nie mieliśmy zbyt wiele sztuki publicznej, a tam widziałem ją wszędzie. Sztuka na zewnątrz może nie zawsze była najwyższej jakości, ale była łatwo dostępna. To doświadczenie trochę zmieniło moje spojrzenie na to, jak postrzegamy sztukę, na to, jak umieszczamy sztukę w przestrzeniach. To był dla mnie punkt wyjścia do rozpoczęcia jej kolekcjonowania. Chciałem mieć sztukę także w swoich własnych przestrzeniach i oczywiście odwiedzałem wiele muzeów na całym świecie. Aby naprawdę zacząć kolekcjonować sztukę, potrzebujesz także trochę pieniędzy na zakup dzieł. Na początku kariery nie ma się dużo pieniędzy. Ale to nie znaczy, że nie można kupować sztuki, tylko początkowo nie było to na moim radarze jako inwestycja w sztukę. Z tego powodu, jak to się zaczęło, nazwa galerii jest bardzo trudna do wymówienia po angielsku. Nazywa się UITSTALLING. To południowoafrykańskie słowo oznaczające wystawę lub eksponowanie sztuki. I tak to się zaczęło. Z powodu kontaktów z wieloma południowoafrykańskimi artystami, którzy byli niedoreprezentowani w europejskim środowisku, pomyślałem, że to jest nisza, w którą mogę wejść. I tak to się właściwie stało.


MB: Kiedy to było dokładnie?

DW: Cóż, zacząłem kolekcjonować sztukę już, powiedzmy, 15 lat temu, ale naprawdę podjąłem decyzję o otwarciu galerii tuż przed COVID-em w 2019 roku. Tak więc jako galeria jesteśmy jeszcze dość młodzi.

MB: Po otwarciu filii w Poznaniu masz teraz trzy lokalizacje, prawda?

DW: Tak. W Belgii mamy, powiedzmy, trzy przestrzenie galeryjne. Mamy Cube Gallery, UITSTALLING Art Gallery i Villę… a w Poznaniu czwartą lokalizację… a w zeszłym roku otworzyliśmy także w Belgii przestrzeń rezydencyjną na tej samej ulicy, która nazywa się Le Charbonage. Jest to galeria, do której zapraszamy artystów, również polskich artystów.


MB: Tak więc twoja działalność się rozwija…

DW: Rozwija się, tak, ale muszę powiedzieć, że łączy się z tym dużo pracy. I nie jest to łatwe w wymienionych lokalizacjach, ale myślę, że to jak z dobrą restauracją. Jeśli masz dobrą restaurację, ludzie tam przyjdą, będą tam przyjeżdżać. Musisz mieć dobrą strategię. Sprowadzać dobrych artystów, mieszankę uznanych i młodych artystów, i starać się robić coś, czego nie robią wszyscy inni.

MB: Twoje porównanie z restauracją jest bardzo interesujące. Pamiętam moje pierwsze doświadczenie z MAD Gallery w Poznaniu. Spacerowałem ulicą Mielżyńskiego i nagle zobaczyłem nieznany mi wcześniej white cube. Były w nim obrazy. Nie znałem tej przestrzeni, więc wszedłem i zacząłem oglądać. Było tam wiele różnych interesujących nazwisk, w tym Pablo Picasso. Galeria pojawiła się tak niespodziewanie, z zaskoczenia, a teraz ma już ponad rok, prawda?

DW: Tak, myślę, że to już nawet półtora roku.

MB: Jak to widzisz? Jakie było to doświadczenie tego roku?


DW: Cóż, myślę, że nie można naprawdę ocenić działalności galerii po jednym czy dwóch latach. Prowadzenie galerii to nie jest coś krótkoterminowego. Z drugiej strony, oczywiście musimy dokonywać takiej oceny, ponieważ Poznań niestety nie jest na poziomie Warszawy, jeśli chodzi o kolekcjonerów. Ale jestem bardzo zadowolony z wyników i reakcji ludzi, którzy tu przechodzą. Co jest dla mnie również bardzo interesujące, to przywiezienie artystów z Polski do Belgii, sprowadzanie do Poznania belgijskich artystów, sprowadzanie do Poznania artystów z RPA. Dzięki temu mamy trochę bardziej międzynarodowy wizerunek. Muszę powiedzieć, że moje doświadczenie w Poznaniu jest takie, że galerie działające tutaj skupiają się głównie na lokalnych artystach, co samo w sobie jest oczywiście bardzo dobre i potrzebne, zdecydowanie. Robienie tego samego, co wszyscy, nie jest jednak drogą dla mnie. Oczywiście, jest trudniej sprowadzać uznanych artystów, jak na przykład Zanele Muholi, którą prezentowaliśmy w galerii, a która chwilę wcześniej otworzyła teraz dużą wystawę w Tate w Londynie, przywiezioną tam z San Francisco i z MoMA. Mieliśmy na przykład jej indywidualną wystawę w naszej galerii. Aby uzyskać zgodę takich artystów na pokaz ich prac w Poznaniu, musimy wyjaśnić, gdzie do diabła jest Poznań. To nie jest łatwe, ale otwiera wiele ciekawych perspektyw. Myślę, że trzeba zacząć od czegoś… Najgorsze, co może się stać, to zamknięcie galerii po jednym, dwóch latach… Faktem jest, że galerii nie odwiedza wielu kolekcjonerów sztuki, którzy wydają tam dużo pieniędzy. Jesteśmy galerią komercyjną, nie instytucjonalną. Aby przyciągnąć tutaj kolekcjonerów lub zwiększyć rozpoznawalność Poznania jako miasta galerii kulturalnych, musimy mieć galerie, które się utrzymują i działają tutaj. Zamiast mówić, okey, przenieśmy się do Warszawy, bo tam jest większy potencjał, a to być może łatwiejsza droga… nie robię tego. Nie robię tego także w Belgii. Nie jestem tam w Brukseli, chociaż działa tam najwięcej galerii, nie jestem też w Antwerpii. Dlatego myślę, że to zdecydowanie wymaga trochę więcej czasu.

MB: Tak, całkowicie zgadzam się z twoim stwierdzeniem, że potrzebujemy stałej infrastruktury dla sztuki, aby mogła się rozwijać. Wiem, że zrealizowałeś już kilka projektów z artystami z Poznania lub Polski. Czy możesz opowiedzieć o nich więcej?


DW: Tak, to był właściwie jeden z moich celów, aby nawiązać kontakt z lokalną sceną artystyczną. Szczególnie w Poznaniu, kiedy tu przyjechałem, znałem oczywiście kilku twórców, ale niewielu wschodzących, młodszych, obiecujących artystów. W Belgii zrobiłem projekt, który polegał na wydaniu książki w 101 egzemplarzach, który poprzedził otwarty konkurs dla artystów na zgłoszenie swoich prac. Chodziło o prace na papierze. Ich rozmiar nie mógł być zbyt duży, bowiem chcieliśmy umieścić je w książce. W Belgii mieliśmy 180 zgłoszeń. Później jury złożone z trzech niezależnych kuratorów, historyków sztuki, wybrało 17-18 artystów, których prace umieściliśmy w książce. Mając to dobre doświadczenie z przeszłości, powiedziałem, zróbmy to samo w Poznaniu. Mieliśmy również ponad 150 zgłoszeń, a jury składające się z dwóch polskich artystek, pracujących na UAP, dokonało selekcji. Chcieliśmy ściśle współpracować z UAP, ponieważ uważam, że zawsze dobrze jest mieć współpracę z instytucją. Mieliśmy również bardzo ładną książkę, którą wydaliśmy i w oparciu o nią zorganizowaliśmy wystawę w Belgii. Zaprezentowaliśmy 17 lub 18 artystów. To było bardzo dobre doświadczenie. Wiele osób uczestniczyło w otwarciu tutaj. Wiele osób było zaangażowanych w ten projekt. Następnie przenieśliśmy tę wystawę do Belgii i zorganizowaliśmy trzem z tych artystów również małą grupową wystawę w specjalnej przestrzeni w Belgii. Dla mnie było to bardzo ważne, aby poznać rynek, i teraz widzę, że niektórzy z tych artystów naprawdę robią już następne kroki w rozwoju swojej kariery. To dowód na to, że potrzebujemy więcej takich działań. Oczywiście, nie było to finansowane przez nikogo, to była nasza inwestycja. Ale dla mnie było dobrze poznać artystów i później zobaczyć, jak się rozwijają, jak rosną. A potem pewnego dnia może powiemy, zróbmy coś razem, bardziej w scenariuszu reprezentacyjnym.

MB: W zeszłym roku, latem, była również inna wystawa polskich artystek w Belgii, prawda?

DW: Tak, w Belgii, bardzo interesująca i dobra… bardzo silna wystawa zatytułowana „Fragility” z trzema polskimi artystkami – Kamilą Kobierzyńską, Anną Myszkowiak i Julią Królikowską. Myślę, że to była jedna z lepszych wystaw, które zrobiliśmy z młodymi, wschodzącymi artystkami. Zwróciliśmy również uwagę lokalnej prasy w Belgii, nawet telewizja przyjechała na otwarcie.

MB: Jaka była recepcja?

DW: Reakcje były bardzo pozytywne. Wystawa przyciągnęła wiele uwagi, a artystki zdobyły uznanie zarówno wśród krytyków, jak i publiczności. Wiele osób podziwiało siłę i wyrazistość prac, co jest dowodem na to, że warto organizować takie międzynarodowe wystawy, które pokazują różnorodność i talent artystów z różnych krajów.

Odbiór był naprawdę bardzo dobry. Oczywiście, znowu, jak zawsze jest trudno po stronie sprzedaży, ponieważ jeśli spojrzeć na to czysto komercyjnie, to nie była to najbardziej kasowa wystawa, jak bywa z trochę trudniejszą sztuką. Ale myślę, że to również podniosło poziom galerii. Oczywiście, ważne jest, aby czasem dawać miejsce również sztuce komercyjnej. To coś, o czym musisz zdecydować, prowadząc galerię. Musisz mieć trochę wkładu z obu stron. Z jednej strony musisz przetrwać, ale z drugiej strony musisz utrzymać pewien poziom. Musisz zabrać swoich kolekcjonerów w podróż, pokazując im rzeczy, których nigdy by nie zobaczyli, jeśli nie przyjdą do Poznania.

MB: Ryzyko jest również częścią tego biznesu.

DW: Ryzyko jest zdecydowanie jego częścią. Tak, mówią, że bez ryzyka nie ma zabawy, ale okey.

MB: Kto nie ryzykuje, nie pije szampana.

DW: Tak, dokładnie, myślę, że zawsze trzeba patrzeć trochę bardziej długoterminowo. Myślę, że zawsze uwzględniałem to w perspektywie biznesowej. Zawsze mówiłem, że trzeba patrzeć w przyszłość. Szybkie pieniądze czy szybki sukces mogą być także niebezpieczne. To samo dotyczy artystów. Widzę artystów, którzy szybko zyskują popularność, a potem znikają, tak dwa, trzy lata później. Wierzę w konsekwentny rozwój artysty i konsekwentny rozwój przestrzeni galerii, ale także w konsekwentny rozwój biznesu. Jeśli chcesz prowadzić biznes, myślę, że to takie podejście jest o wiele lepsze niż dwa lata fantastycznego sukcesu, a potem zniknięcie.


MB: Zanim zapytam Cię o długoterminowe plany, wyjdźmy trochę poza naszą lokalną, poznańską perspektywę. Chciałbym zapytać Cię, jako osobę mającą doświadczenie na rynku sztuki nie tylko w jednym kraju, o międzynarodowy rynek obrotu dziełami sztuki i jego przyszłość. Obserwujesz obecne trendy i tendencje. Czy możesz podzielić się z naszą publicznością swoimi przemyśleniami na temat możliwej przyszłości rozwoju rynku sztuki? Słychać wiele krytycznych głosów na temat tego, co się teraz dzieje. Oczywiście, twoja koncepcja nie jest do końca zgodna ze strategią największych graczy, takich jak np. Galeria Gagosian, ale może masz pewne ogólne przemyślenia, w jakim kierunku wszystko zmierza i jak się zmieni w przyszłości? Na przykład obecnie rośnie udział Internetu w handlu sztuką… Jakie masz zdanie na ten temat?

DW: Tak, digitalna sfera rynku sztuki jest zdecydowanie ważna. Nie można o tym zapominać. Ale aby odnieść sukces, dziś potrzebujesz dobrego połączenia przestrzeni galerii i formatów cyfrowych. Myślę, że możliwość doświadczania sztuki w przestrzeni, w białym sześcianie, stania przed dziełem sztuki i pozwolenia sobie na emocjonalne porwanie przez dzieło jest niezbędna. Niektórzy ludzie zaczynają płakać przed dziełem sztuki, co nie jest łatwe do osiągnięcia przez post na Instagramie i tego nie można zastąpić. Myślę, że bezpośrednie doświadczenie sztuki jest nadal najważniejszym elementem układanki. Ale znowu, nie możemy być ślepi na to, co dzieje się na rynku. Ja również dużo korzystałem z Instagrama. Mamy także wielu obserwujących, ale szczerze mówiąc, nie widzę zbyt wielu sprzedaży wynikających z tej części. Większość sprzedaży pochodzi z tego, że ludzie znają artystę. Ludzie widzieli artystę gdzieś, a potem, oczywiście, kiedy już znasz artystę, możesz się nim zainteresować bardziej. Zdecydowanie uważam, że pierwszy kontakt ze sztuką może odbyć się również przez post na Instagramie, ale potem chcesz wiedzieć więcej lub zobaczyć prawdziwe dzieło tego artysty. Czasem jest to o wiele lepsze, gdy zobaczysz je na żywo, a czasem nie jest tak imponujące jak na zdjęciu cyfrowym, co nie powinno się zdarzać w przypadku dobrej sztuki, ale ogólnie rzecz biorąc, myślę, że rynek się zmienia. Wiem, że kilka lat temu NFT było bardzo gorącym tematem – było „hot”. Nie słyszę już zbyt wiele o NFT, a widzę wiele osób zachęcających: „oh, chcesz sprzedać swoją sztukę? Zrób to przez NFT”. Damien Hirst przeprowadził fantastyczny eksperyment z kryptowalutą, i to już mieliśmy. Dołączyłem do tego eksperymentu, ale już nie słyszy się zbyt wiele o NFT. To nie znaczy, że zniknęły. Nie są już modne. Myślę, że młodemu artyście Instagram z pewnością pomoże w sprzedaży na początku kariery, ale w pewnym momencie, jeśli naprawdę będzie chciał stać się uznanym artystą, będzie potrzebował – moim zdaniem – kogoś, kto mu pomoże. Będzie potrzebował jakiegoś rodzaju galerii.

Rozmawiałem w weekend z Rexy Tsengiem. Jest tajwańskim artystą, z którym współpracujemy, i powiedział mi na początku: „Myślałem, że mogę to zrobić sam”. Dopóki nie zaczął sprzedawać zastanawiał się: „Dlaczego muszę płacić prowizję galerii?”. Potem powiedział: „Musiałem pakować, organizować wszystko, ubezpieczać, a potem ludzie dzwonili: opakowanie było trochę uszkodzone tutaj…”. Pokazuje to, że artyście trudno jest samodzielnie przewidzieć co się wydarzy. Często nie mają oni pojęcia, czego klienci wymagają. Jako artysta, myślę, że musisz tworzyć, a dopóki robisz to jako amator lub jesteś na początku kariery, wszystko jest w porządku. Możesz reprezentować się sam.

Wracając jednak do twojego pytanie o to jak rynek będzie się rozwijał, myślę, że zawsze będzie to mieszanka fizycznych przestrzeni i biznesu online. Targi sztuki są wciąż, moim zdaniem, bardzo ważne. Moje doświadczenie z targami sztuki jest takie, że to tam właśnie są kolekcjonerzy sztuki… tam przychodzą. Przyciągnięcie ich do Poznania, aby zobaczyć jedną wystawę, to coś innego niż przyciągnięcie ich na targi do Bazylei, choćby w przyszłym tygodniu. Dlatego ważne jest, aby w Poznaniu powstawało coraz więcej galerii, aby rozwijały się nowe przestrzenie artystyczne. Jeśli we wrześniu przyprowadzimy kolekcjonerów z Belgii, możemy ich oprowadzić i myślę, że będzie to mieszanka różnych doświadczeń… ale nie sądzę, że tylko biznes online czy sprzedaż online przetrwają w długim okresie.

MB: Też mam taką nadzieję!

Powoli zbliżamy się do końca naszej rozmowy, więc może na zakończenie zapytam cię o twoje plany związane z MAD Gallery w Poznaniu. Co publiczność będzie mogła zobaczyć w najbliższym czasie i jakie są najnowsze działania, również te podejmowane w ramach Poznan Art Week?

DW: Cóż, może zacznę od Poznan Art Week… Gratulacje za wszystko, co robicie tutaj!

MB: Dziękuję! Cieszymy się, że jesteś z nami!

DW: To dobrze, że Poznań Art Week ma to format, który pozwala ludziom przyjeżdżać. Dobrze, że to nie tylko jeden dzień. W niektórych miastach to tylko jedna noc sztuki czy coś w tym rodzaju, co sprawia, że udział ​​jest trochę trudniejszy.

Tym, co robimy w ramach Poznan Art Week jest promocja naszego miejsca dla artystycznych rezydencyji. Mamy wystawę z 8 artystami, których zaprosiliśmy w zeszłym roku do Le Charbonage, naszego miejsca rezydencyjnego, i pokazujemy prace, które tam powstały. Są wśród nich także dwaj polscy artyści, których mieliśmy już w Belgii. Jeden z nich to, powiedzmy, najbardziej znany, Szaweł Płóciennik z Warszawy. On będzie tu również jutro i pojutrze. Organizujemy spotkania i zwiedzanie z przewodnikiem. To jest to, co robimy podczas Poznan Art Week. W przyszłości, dla mnie głównym celem jest kontynuowanie sprowadzania uznanych i dobrze znanych artystów do Poznania. Będzie trójkąt między artystami polskimi, belgijskimi i afrykańskimi. To są trzy kluczowe elementy. Oczywiście, czasem może być inaczej, nie ograniczam się. To będzie zawsze mieszanka fotografii, malarstwa, rzeźby lub innych prac, może czasem wideo. Nawet jeśli to trudniejsze, nie chcę być postrzegany jako galeria, która robi tylko sztukę minimalistyczną czy coś w tym rodzaju. Myślę, że miłośnik sztuki zawsze kocha różne rodzaje sztuki.

MB: Tak, lubimy być zaskakiwani. Trzymam kciuki za twoje plany. Polecam naszej publiczności śledzenie mediów społecznościowych i strony internetowej MAD Gallery w Poznaniu. Moim gościem był Danny Weckx. Dziękuję bardzo za miłą rozmowę.

DW: Dziękuję, Mateusz.

artystkiedycja 2024open callpodcastPoznań Art WeekPoznań Art Week 2024sztuka w Poznaniuwystawa

Avatar photo
Mateusz M. Bieczyński

Prawnik, historyk sztuki, kurator wystaw, krytyk artystyczny, autor publikacji, biegły sądowy z zakresu prawa autorskiego i sztuk wizualnych. Autor opracowań monograficznych na temat prawnych uwarunkowań życia artystycznego. Kurator wystaw oraz redaktor katalogów artystycznych w Polsce i za granicą. Publikował na łamach wielu czasopism artystycznych, m.in. Arteon, Art & Business, Format, Kwartalnik Fotografia, Obieg.pl. Łącznie opublikował ponad 100 artykułów i wywiadów.