Pieter Bruegel, Myśliwi na śniegu, 1565

Niekończąca się opowieść

Wirus przyszedł i nie chce sobie pójść. Przyłączam się zatem do „nie-swawolnego hip-hopu” Wojciecha Mana, który ujął sprawę prosto:

„A teraz bez ogródek powiem ci covidzie: twojej pryszczatej gęby nie chcemy więcej widzieć”.

Choć na spełnienie tego życzenia nie możemy w najbliższym czasie liczyć i trudno przypuszczać, aby wizerunek „zielonej kulki z wieloma niby-mackami” szybko zniknął ze światowych mediów, to jest szansa na stopniowe redukowanie jego wpływu na otaczającą nas rzeczywistość.

Coraz częściej mówi się dziś o „odmrażaniu”, czyli przywracaniu normalnego funkcjonowania kolejnych sektorów gospodarki. Ostatnio ponowne otwarcie stało się zresztą faktem, gdzieniegdzie zachowano jedynie śladowe pozostałości środków bezpieczeństwa. Na liście uruchamianych instytucji znalazły się również te dedykowane działalności kulturalnej. Przywracaniu ich działalności na ogół nie towarzyszył jednak entuzjazm. Zapowiedzi ograniczenia funduszy w perspektywie przewidywanego kryzysu gospodarczego w roku 2021 pogłębiają jedynie dominujący od wielu tygodni pesymizm.

Z drugiej strony wiele osób ze środowiska artystycznego ma poczucie życia w Matrixie. Słyszalne są głosy, że decyzje o wprowadzonych środkach bezpieczeństwa nie były współmierne do stosunkowo niskiej liczby zachorowań. Informacje w mediach na temat tego, gdzie i jak można się zarazić oraz jak faktycznie wygląda przebieg choroby były zresztą często wzajemnie sprzeczne. Wielokrotnie powtarzana wiadomość, że 80% osób chorych przechodzi infekcję bezobjawowo zwiększa sceptycyzm wobec zasadności długotrwałego zamknięcia, z którym mieliśmy do czynienia w marcu i kwietniu 2020 roku. Wielu komentatorów kwestionuje zasadność wcześniejszej ogólnoświatowej kwarantanny. Po drugiej stronie barykady znajdują się ci, którzy wskazują na twarde dane dotyczące liczby zakażeń oraz zgonów w różnych krajach i regionach. Oczywiście nie czas i nie miejsce, aby rozstrzygać te – być może nierozstrzygalne – różnice zdań. Z punktu widzenia debaty na temat sytuacji kultury i sztuki w czasach pandemii okoliczności te nie pozostają jednak bez znaczenia.

Ocena skutków pandemii dla kultury, sztuki i całego życia społecznego stanowiącego kontekst ich funkcjonowania wymagać będzie przeprowadzenia gruntownych analiz, oceny faktów i różnych sytuacji. Na to na pewno jeszcze przyjdzie czas. Co możemy zatem zrobić dzisiaj? Możemy na pewno: rozmawiać i komentować!

Myślenie negatywne

W jednym z memów funkcjonujących w internecie, który był odzwierciedleniem frustracji związanej z tym, że w procesie „odmrażania” sektor kulturalno-artystyczny znalazł się na samym końcu listy było zdanie: „W ostatnim etapie odmrożą Walta Disneya”.

Choć zapewne z punktu widzenia kriogeniki byłby to niebywały sukces, to mogłoby się jednak okazać, że świat sztuki od dawna czekający na wygaśnięcie praw autorskich do Myszki Miki i Kaczora Donalda wydałby w chwili wskrzeszenia ich autora głośny jęk zawodu. Skoro bowiem prawa autorskie do pierwotnych wersji słynnych animowanych zwierząt – myszy i kaczora – miały wygasnąć w roku 2023, to czy powrót do życia ich autora rozpocząłby na nowo liczenie biegu terminów ich wygaśnięcia? Sprawa tylko z pozoru wydaje się błaha.

Mickey Mouse przyszła na świat w roku 1928, gdy wystąpiła w kreskówce „Steamboat Willie”. Zgodnie z wówczas obowiązującym prawem w USA utwór ten mógł być chroniony przed kopiowaniem jedynie 56 lat. Ochrona wygasłaby zatem w roku 1984. Disney, który zmarł w roku 1966, pozostawił prężnie działającą firmę. Jej prawnicy świadomi możliwych strat finansowych wynikających z przejścia Myszki Miki do domeny publicznej rozpoczęli silny lobbying w amerykańskim Kongresie mający na celu skłonienie senatorów do zmiany prawa autorskiego. Naciski przyniosły skutek w roku 1976, gdy przyjęto nową ustawę o prawie autorskim w Stanach Zjednoczonych, w którym ochrona została przedłużona do 50 lat po śmierci twórcy. Szkopuł tkwił jednak w szczegółach, bowiem – jak wiadomo – prawo nie działa wstecz. W związku z tym w ustawie znalazł się przepis przyznający retroaktywnie (sic!) ochronę wcześniej stworzonym utworom na 75 lat, a nie 56 lat, jak uprzednio. Oznaczałoby to, że Myszka Miki uwolni się od praw disnejowskiej korporacji w roku 2003. Czy tak się stało? Niewielka liczba pastiszów słynnej myszy pozwala domyślić się, że nie…

Na 5 lat przed wygaśnięciem praw autorskich Myszki Miki Kongres ponownie zmienił schemat ochrony. W 1998 roku Kongres uchwalił ustawę o przedłużeniu obowiązywania praw autorskich przedłużającą ochronę utworów dzieł korporacyjnych do 95 lat od roku pierwszej publikacji. Zgodnie z nowym prawem prawno-autorska ochrona Mickey’a ma wygasną w roku 2023. Do zrobi firma? Czy uda jej się przekonać Kongres jeszcze raz? A może wyda miliony na odmrożenie swojego założyciela?

Widmo powrotu prawa autorskiego do najsłynniejszej myszy świata jest jednak jedynie pozorne – przynajmniej wedle scenariusza kriogenicznego – w rzeczywistości bowiem ciało Disney’a wcale nie zostało zamrożone. Animator i przedsiębiorca został skremowany i pochowany na cmentarzu w Glendale w Kalifornii. Nikt go zatem nie odmrozi. Dziś o przedłużeniu ochrony prawno-autorskiej do słynnych postaci z kreskówek mogą zdecydować jedynie korporacyjny prawnicy w porozumieniu z amerykańskimi Kongresmenami.

Choć obawa przed nawrotem choroby w sezonie jesiennym jest równie silna na całym świecie, w szczególności w sektorach kultury zagrożonych kolejnym paraliżem, co niepokój twórców dzieł z zapożyczeniami, że tak pełen kreatywnego potencjału zasób motywów jak wczesne filmy z Mickey’em nadal pozostanie poza ich zasięgiem, to można mieć nadzieję, że druga fala koronawirusa pozostanie jedynie równie odległą mrzonką, co powrót do życia Disneya.

Beznadzieja

Co jest jednak prawdą? A co fake news’em? Pośród szeroko rozlewającej się dezinformacji trudno znaleźć pewny punkt odniesienia. Dlatego poczucie zwątpienia jest tak powszechne. „Jakoś to będzie”, „Damy radę”, „Będzie dobrze, czy coś…” – to tylko niektóre z haseł mających podnosić na duchu, a które są świadectwem nieprzewidywalności jutra. Wprowadzenie w obszar języka takiego typu wtrąceń („czy coś…”) wydaje się refleksem relatywizacji informacji w codziennym, popularnym obiegu.

Stan światowych mediów oraz apokaliptyczne odczucie wyobcowania na pozbawionych ludzi ulicach, którego świadkami byliśmy w szczycie pandemii (który według niektórych jeszcze nie nadszedł, a według innych minął już parę tygodni czy nawet miesięcy temu) przywodzi mi na myśl pewien kontrowersyjny projekt artystyczny – jeden z performance’ów Josepha Beuysa zatytułowany: „W jaki sposób wyjaśnić obrazy martwemu królikowi”. Akcja odbyła się 26 listopada 1965 roku w drezdeńskiej Galerie Schmela. Twórca przez dwie godziny chodził po sali zatrzymując się przed powieszonymi na ścianach obrazami. Na rękach trzymał martwego królika. Celem Beuysa było „łopatologiczne” zwrócenie uwagi na to, że równie ważne jak samo dzieło sztuki jest jego wyjaśnianie, które rozumiał on jako rytuał sam w sobie. Artysta, swoim działaniem, ilustrował przekonanie, że publiczność nie jest wdzięcznym słuchaczem – „nawet martwy królik w większym stopniu doświadcza intuicyjnego kontaktu ze sztuką, niż żywa widownia”.

W wystąpieniu tym było wiele prowokacji. Po kolejnej godzinie do galerii wpuszczono publiczność – w przeciwieństwie do królika – „żywo” zainteresowaną tym co dzieje się w środku. Wówczas twórca usiadł na środku sali w tłumie widzów, z królikiem na ręku i kontynuował swój wywód. Opisywany performance uznaje się za jeden z pierwszych świadomych „wykładów performatywnych”1. Działanie Beuysa skupiało w sobie jednocześnie wiele różnych znaczeń i społecznych punktów odniesienia. Z jednej strony wyrażało bowiem wiarę w siłę słowa i potrzebę nazywania oraz tłumaczenia otaczającej nas rzeczywistości. Z drugiej strony było rodzajem przewrotnej gry z historycznym determinizmem polegającym na tym, że pewną wersję wydarzeń łatwiej forsować, gdy słuchacze (zainteresowani) nie mogą polemizować, gdyż są martwi. Niejako zatem wbrew deklaracjom twórcy nie chodziło mu o dotarcie do królika, tylko do publiczności, a drogą dotarcia do nich było wytworzenie absurdalnej sytuacji, w której śmierć – uobecniona przez martwe zwierzę – stała się pretekstem, swoistym punktem skupienia uwagi, podczas, gdy właściwe znaczenie działania sytuowało się jednak gdzie indziej.

Jak obrazowo ujął to Piotr Morawski,

„gdy się […] ogląda fragment zapisu z Galerie Schmela, uderza co innego – nie trzeba już wcale wikłać się w symbole. Oto ściśnięci za oknami obserwatorzy patrzą, jak Beuys trzymając w ramionach zająca, krąży po pustej sali i opowiada mu o swoich pracach; zza okien nie słychać nawet tego, co mówi. Można zatem bez większych problemów dostrzec w działaniu Beuysa także, a może przede wszystkim, krytykę instytucji kultury, która – wyalienowana i odseparowana od społeczeństwa szybą – przestaje pełnić funkcje publiczne, a nade wszystko – co było najbliższe sercu Beuysa – pedagogiczne. W jego opinii największym dziełem sztuki było bowiem uczenie. Reszta miała być tylko dodatkiem. Aby jednak skutecznie nauczać – przekonywał Beuys, wówczas profesor w Kunstakademie w Düsseldorfie – trzeba pokazać ludziom coś namacalnego, coś, czego mogą dotknąć. Dlatego same słowa nie wystarczą, a akademicki wykład będzie jedynie gadaniem do martwego zająca”1.

Naprowadza nas to na pytanie o współczesny kryzys narracji. Wcześniejsze strategie twórcze wydają się bowiem niedostosowane do dzisiejszej sytuacji. Przedcovidowe opozycje i relacje wydają się z dzisiejszej perspektywy jakby „nieaktualne”. Pandemia, niczym „martwy królik”, jak dotąd nie przyczyniła się do podjęcia szerszej debaty na temat możliwej zmiany w sektorze kultury. Pomimo wielu debat dominuje oczekiwanie.

Pomimo ironicznego uśmiechu, które u osób niezwiązanych ze sztuką wywołuje wystąpienie Josepha Beuysa, trudno nie odnieść wrażenia, że są one śmieszne jedynie z pozoru. Większość z teorii spiskowych jest bowiem – w gruncie rzeczy – przerażająca. Są one zapewne pokłosiem popularnych obaw o przyszłość i kształt znanego nam dzisiaj świata.

Zamiast zakończenia

Przyszłość nie jest znana i dlatego jest taka fascynująca – miał powiedzieć jakiś starożytny filozof. Znanym motywem kulturowym jest dążenie do poznania swojej przyszłości, przeznaczenia, losu…

Być może taka jest logika dziejów, że przebiegają one pewną sinusoidą polegającą na następowaniu po sobie kolejno okresów zniewolenia i wyzwolenia, w którym to modelu – niczym w poperowskiej falsyfikacji – z tezy i antytezy powstaje synteza będąca w istocie kolejną tezą… Dziś godzimy się na ograniczenia w imię bezpieczeństwa, aby za chwilę walczyć o przywrócenie wcześniej utraconej wolności. Czy to nam się uda? Według jednej z koncepcji wykres historii kształtowania się wolności jednostki jest linią stale postępującą ku górze znaczoną jednak przez liczne regresy. W perspektywie długiego trwania znanej nam dziś historii ludzkości jej zakres jednak stale się rozszerza.

Zmiany są jednak nieuniknione. Podobno kwarantanna przyspieszyła o kilka lat rewolucję cyfrową, która od pewnego czasu rozgrywa się na naszych oczach. Najważniejsze w wielości zapatrywań na powody, przebieg i skutki epidemii dla życia społecznego w ogóle, a dla życia kulturalnego w szczególności, jest to, że nadal wymieniamy myśli i komentujemy otaczającą nas rzeczywistość. Żeby przywołać klasyka, niezwykle inspirującą osobowość ze świata sztuki, której bardzo dziś brakuje – Piotra Piotrowskiego – „spór jest znamieniem człowieczeństwa”2. Słowa te warto pamiętać w pełni ich dwuznaczności.


  1. P. Morawski, Wykład dla martwego zająca, https://www.dwutygodnik.com/artykul/5758-wyklad-dla-martwego-zajaca.html. [] []
  2. Słowa wypowiedziane przez Piotra podczas jednego z naszych spotkań w Berlinie, gdzie został on zaproszony jako visiting Profesor i gdzie autor niniejszego tekstu wówczas zamieszkiwał []

Mateusz M. Bieczyński
Mateusz M. Bieczyński

Prawnik, historyk sztuki, kurator wystaw, krytyk artystyczny, autor publikacji, biegły sądowy z zakresu prawa autorskiego i sztuk wizualnych. Autor opracowań monograficznych na temat prawnych uwarunkowań życia artystycznego. Kurator wystaw oraz redaktor katalogów artystycznych w Polsce i za granicą. Publikował na łamach wielu czasopism artystycznych, m.in. Arteon, Art & Business, Format, Kwartalnik Fotografia, Obieg.pl. Łącznie opublikował ponad 100 artykułów i wywiadów.