Z Krzysztofem Justynowiczem rozmawia Mateusz Bieczyński

Mateusz Bieczyński: Gościem kolejnego odcinka Podcastu poznańskiego Art Weeka „Energia Sztuki”, którego sponsorem jest Enea Operator, jest Krzysztof Justynowicz, pomysłodawca i współzałożyciel portalu OnArte. Witaj Krzysztofie.

Krzysztof Justynowicz: Witam, dzień dobry.

MB: Na stronie internetowej portalu OnArte można przeczytać, że jest to nowoczesna platforma sprzedaży i promocji sztuki współczesnej oraz designu. Powiedz proszę, co należy przez to rozumieć?

KJ: Teoretycznie jest to bardzo prosta idea. Jej początek wynikał z trzech „insightów”. Po pierwsze ja sam kiedyś zacząłem kolekcjonować sztukę i nabyłem kilkadziesiąt pozycji na rynku od artystów, na aukcjach, także zweryfikowałem sobie jak ten rynek wygląda. Odkryłem taką przypadłość rynkową, że wielu artystów po prostu słabo dba o komercyjny aspekt swojej twórczości. Są trudno osiągalni, nie mają swoich rozwiniętych social mediów, stron internetowych itd. Działają od przypadku do przypadku.

MB: Może nie mają też zaufania do rynku?

KJ: Może też nie mają zaufania, to fakt. Są zdani na rynek galeryjny, który działa od wielu lat tak samo. Wydaje mi się, że nie pasuje to trochę do aktualnej rzeczywistości i w ogóle do tego, że digital staje się istotnym kanałem na rynku sztuki. To odkrycie było takim pierwszym „insightem”. Uznałem, że chyba należałoby coś zrobić, żeby stworzyć taką przestrzeń, nie tylko fizyczną, ale też internetową w kontekście dostępu czy zlinkowania artystów z rynkiem.

Wraz z zespołem ładnie nazwaliśmy później OnArte, stwierdzając, że to taka platforma „fidżitalowa”, czyli zarówno fizyczna, jak również digitalowa. Dlaczego fizyczna, to opowiem za chwileczkę. Drugi insight był taki, jako osoba, która nazbierała sobie trochę tej sztuki, a znałem też kilku innych zbieraczo-kolekcjonerów, którzy też posiadają szerokie zasoby sztuki, które wiszą u nich na ścianie, wiszą w pracowniach, w firmach, coś z nią mogłaby zrobić. Wiedziałem, że bardzo dużo tych prac po prostu zalega gdzieś, ponieważ ich właściciele już nie mają co z tym zrobić. Były to zakupy, powiedzmy, z początkowych faz ich fascynacji sztuką, niekoniecznie trafione i w jakiś sposób nie korespondujące z ich aktualnym poczuciem estetyki, wrażliwością i tak dalej.

Znajomi ci też mi zakomunikowali, że zastanawiają się co teraz zrobić. Zastanawiali się czy mają te dzieła wziąć pod pachę, biegać po galeriach, próbować je „puścić w rynek”? Więc stwierdziliśmy, że to jest też ciekawy insight, który pozwala myśleć o tym, żeby taka platforma internetowa zafunkcjonowała.

Trzecim „insightem” było to, że po prostu sztuka od wielu lat, stuleci de facto jest dedykowana mimo wszystko pewnym elitom. Natomiast przykładowo elita średniowieczna, elita z XVIII wieku nie jest równa elicie z XXI wieku. W tych czasach ludzie są wyedukowani, mają dostęp do wiedzy, mają inne zasoby finansowe, więc tak naprawdę każdy lekarz, prawnik czy informatyk jest poniekąd też kimś predyscynowanym do tego, żeby zająć się sztuką, otaczać się sztuką i po prostu inwestować w nią, czy wspierać artystów.

Dlatego stwierdziliśmy, że target konsumencki jest dziś dużo szerszy niż kiedyś i on też powinien mieć jakiś elastyczny dostęp do rynku. Bardzo wiele osób komunikowało mi, że one nie czują się dobrze w galeriach. Wchodzą, dostają od razu ciężkie pytania i unikają tego typu sytuacji. Tymczasem w Internecie czy na mniej formalnych spotkaniach ze sztuką czują się swobodniej.

Te trzy „insighty” złożyły się na przekonanie, że trzeba stworzyć coś takiego jak OnArte, czyli taką platformę, która jest w stanie obsłużyć obrót sztuką zarówno od strony artystów, jak również od strony kolekcjonero-zbieraczy; zarówno od strony digitalu, jak i od strony fizycznych spotkań ze sztuką, na przykład pop-upów, które można organizować w różnych miejscach.

To są główne przyczyny powstania platformy OnArte.

MB: Rzeczywiście to trzy mocne fundamenty. Wszystko jest pięknie przemyślane. Widać to też w samej formie podania, w formie graficznej, w tym w jaki sposób strona internetowa funkcjonuje. Zdradzisz trochę od kuchni, ile zajęło przygotowanie platformy od strony funkcjonalnej?

KJ: Funkcjonalnie zajęło nam to prawie rok. Nie mówię już o takim, powiedzmy, pierwszym pomyśle, który zafunkcjonował troszeczkę wcześniej. Natomiast od momentu, gdy skonstruowaliśmy organizację do momentu, w którym organizacja wyszła z produktem na rynek zajęło nam to rok. Zajmowały się tym cztery osoby, plus oczywiście firma, która dewelopowała całe rozwiązanie; która je programowała. Były to takie osoby jak na przykład Agata Kiedrowicz, która też dużą atencję położyła na ten aspekt wizualny.

Wypracowaliśmy sobie, dzięki Piotrowi Marzolowi, też model wizerunkowy, czyli to w jaki sposób chcemy rozmawiać z rynkiem obrazami na social mediach, na plakatach. Wydaje mi się, że jest to spójne rozwiązanie i dosyć charakterystyczne na rynku. Także tak rzeczywiście każdy, kto się zetknie z platformą, docenia to, że to jest wszystko porządnie podane.

MB: Właśnie wspomniałeś o tym, że platforma OnArte jest dedykowana twórcom, którzy chcą skrócić dystans pomiędzy swoją własną twórczością, a potencjalnym nabywcą i odbiorcą, z pominięciem niejako galerii, czy dobrze rozumiem?

KJ: Ja nie chcę powiedzieć, że chcemy kogoś pomijać. Chcemy stworzyć nowy kanał, bo generalnie OnArte może być traktowane jako taki hub, do którego galerie również się mogą przyłączyć. Galerie z reguły działają lokalnie, w Poznaniu, Warszawie, we Wrocławiu. W Bielsko-Białej ostatnio odkryłem też bardzo fajną galerię… tylko że to są podmioty, które ogarniają rynek lokalnie, z racji ich fizyczności, a my po prostu staramy się zrobić to bardziej globalnie. W tą stronę podąża świat. Ludzie dużo decyzji zakupowych, dużo pasji, realizują po prostu z domu, siedząc na kanapie i to już jest normalne. Dlatego powstało takie rozwiązanie jak On Arte.

MB: Przed naszym spotkaniem zajrzałem w kilka miejsc, do kilku raportów, które mówią o tym, że zainteresowanie kupowaniem sztuki w Internecie w Polsce stale rośnie, że jest to trend wzrastający. Powiedz proszę, jakie efekty są odnotowane przez Was, jeżeli chodzi o właśnie potwierdzenie bądź zaprzeczenie tymże statystykom?

KJ: Jak to mówią, jest kłamstwo, wielkie kłamstwo i statystyka. Słyszałem także takie powiedzenie, że jeżeli coś jest świeże na rynku, raczkujące, to z reguły można powiedzieć, że rośnie. I tak de facto jest. Natomiast ta dynamika, rozwoju i tak dalej jest jeszcze niewielka. Na pewno trzeba przyznać, że ważną rolą takiej organizacji jak my jest ta rola edukacyjna – pokazywanie ludziom, że sztuka jest dostępna; że z artystą można porozmawiać; można się z nim spotkać na evencie i tak dalej. To też jest ważne.

Pamiętam, jak pierwszy raz dostałem się do artystki, która już była jakoś spozycjonowana na rynku. Myślałem, że ona w ogóle nie będzie ze mną chciała rozmawiać przez telefon, a ona wręcz przyjęła mnie z otwartymi rękoma. Podziękowała, że przyjechałem. Porozmawiała, była zainteresowana, tym jaką jej pracę kupiłem i tak dalej, i tak dalej. To są ciekawe doświadczenia i tylko poprzez spotkanie z artystami można troszkę zrozumieć ich twórczość. No bo czasami taką twórczość trzeba rozumieć, a czasami ją trzeba poczuć. To jest inna sprawa. Nie każdy obraz mówi sam za siebie. Po prostu jest jakimś konceptem intelektualnym i tkwi w głowie artysty.

MB: Teraz trochę reklamy. Co oferuje OnArte i dlaczego warto z wami współpracować? Co mogą znaleźć u was artyści? Co mogą znaleźć u was kolekcjonerzy?

KJ: No to zacznę od tej strony artystów. Artyści na pewno mogą znaleźć u nas trzy rzeczy, czyli przede wszystkim portal, na który się mogą zalogować, wprowadzić tam swoją pracę. Te prace są oczywiście w jakiś sposób weryfikowane, tak żebyśmy ten poziom artystyczny też utrzymywali, bo artyści bardzo często komunikują nam, że chcą być po prostu w dobrym sąsiedztwie i to jest dla nich ważne. Także portal to po pierwsze.

Po drugie, cała komunikacja na social mediach. „Szerujemy” filmiki, które twórcy czasami sami produkują na temat swojej twórczości, na przykład relacje ze swoich pracowni. Czasami jeździmy i nagrywamy wspólnie z nimi pewne materiały. Chcemy także pokazać trochę sztuki od strony artysty – to co się dzieje z jego twórczością. Zamieszczamy także na portalu rekomendacje różnych eventów, które bardzo często artyści sami dla siebie organizują. Twórcy zrzeszają się też w różnego rodzaju struktury. Wychodząc temu naprzeciw organizujemy również eventy w świecie fizycznym. Na razie na rynku poznańskim mieliśmy dwa spotkania ze sztuką w takim miejscu bardzo ładnym, jak SPOT.

Mieliśmy współpracę z firmą Demiurg i w Boutique Office jedno spotkanie. Niedawno, w maju mieliśmy też event w Skarbcu na Placu Wolności 15. Można powiedzieć, że spotkania te rosną. Pierwsze spotkanie ze sztuką zaczęło się od 30 prac, a na Placu Wolności w Skarbcu było już ponad 100 artystów i 110 prac. Więc to było dosyć spektakularne wydarzenie.

MB: Właśnie, 17 maja 2024 roku, miała miejsce specjalna kolaboracja na Placu Wolności 15, w bardzo dobrze znanym znanym budynku, który do niedawna był siedzibą Banku Santander. Miało tam miejsce coś specjalnego. Opowiedz proszę troszkę więcej.

KJ: Rzeczywiście miało miejsce coś specjalnego. Na poprzednim evencie w firmie Demiurg i Boutique Office przez pewien przypadek spotkałem się z Piotrem Voelkelem, który zarządza grupą Vox i jest m.in. zaangażowany w tej chwili w transformację wspomnianego przez ciebie budynku. Powiedział, że ten budynek w tej chwili jest dostępny, ta przestrzeń byłego holu banku jest dostępna. Zaproponował, aby zrobić tam coś fajnego. No i tak sobie pomyślałem, bo kiedyś Neri Oxman, która jest traktowana jako współczesny Leonardo da Vinci, powiedziała, że sztuka jest doskonałym impulsem albo pretekstem do transformacji, więc może fajnie by było zrobić coś takiego, jak duża wystawa, wielu artystów dla lokalnej poznańskiej publiczności, dla lokalnych poznańskich odbiorców.

Wystawa zgromadziła ponad 250 osób. Wydaje mi się, że wszyscy byli zachwyceni. Pojawiło się też sporo artystów, więc dla nich to było też taki bardzo pozytywny network. Bardzo wielu z nich przyjechało specjalnie do Poznania, nawet z Rzeszowa, czy z Warszawy, czy z Wrocławia. Przyjechali tylko po to, żeby spotkać innych kolegów po fachu. To było przeciekawe. Dostałem bardzo dużo takiego feedbacku, że właśnie jesteśmy pierwszą organizacją, która po prostu w sposób płynny i mało wymagający, potrafi zrzeszyć jakąś grupę ludzi na takiej towarzyskiej platformie i dać im szansę do spotkania się.

MB: Właśnie tu chyba wybrzmiewa jeszcze jeden cytat, który wypisałem sobie ze strony internetowej, który wydaje mi się niezwykle trafny, a jednocześnie interesujący: „Obalamy mity rynku sztuki i pokazujemy, że sztuka może być zrozumiała, a zasady nią kierujące klarowne i przystępne”.

KJ: Tak, no bo dla wielu osób, które w sztukę współczesną nigdy nie miały okazji wniknąć, sztuka czasami bywa niezrozumiała. Ja posłużę się przykładem mojego ojca, który jak pierwszy raz zobaczył dzieła sztuki u mnie na ścianie w domu, to powiedział, że coś takiego sam by namalował lepiej, natomiast nie zweryfikował nigdy tej tezy praktycznie. Po kilku spotkaniach z nim i po kilku opowieściach, on stał się teraz miłośnikiem sztuki współczesnej, dlatego wydaje mi się, że taki proces w wielu głowach musi zafunkcjonować, bo faktycznie nie każdy przy pierwszym kontakcie sztukę współczesną rozumie. Rzeczywiście jest taki mit, że ta sztuka jest bardzo trudna, konceptualna, niełatwa w odbiorze.

Dzieła współczesnych artystów są nieraz strukturalne, nieraz geometryczne, nieraz grzeczne, nieraz niegrzeczne, nieraz grzeszne. Trzeba mieć kontakt ze sztuką, aby ją rozumieć. To tak jak z drugą osobą, trzeba mieć dużo kontaktu, żeby się polubić.

MB: Tak, wspominałeś przed chwilą o dużej roli edukacji. Czasami mam wrażenie, że wciąż jeszcze pokutuje u nas takie przeświadczenie, że sztuka to wyłącznie coś ładnego, a nie coś, co rzuca nam na przykład wyzwanie, albo coś, co nas prowokuje, bo to przecież też jest taka idea sztuki dzisiaj. I to ciekawe, że właśnie udaje się taki dystans przełamać…

KJ: Na ścianie Skarbca wysprejowaliśmy kilka cytatów na temat sztuki i jednym z nich było to, że właśnie „sztuka nie musi być ładna, dzięki sztuce musisz coś poczuć”. I wydaje mi się, że to jest taka esencja tego, o czym przed chwilą powiedzieliśmy, że bardzo trudno jest nawet namalować kwadrat, który zrobi wrażenie.

MB: Oj, zdecydowanie.

KJ: Łatwiej jest namalować akt, który zrobi wrażenie, prawda?

MB: W historii sztuki jest co najmniej jeden taki kwadrat, o którym wszyscy pamiętamy, czarny kwadrat Malewicza, ale myślę, że rzeczywiście jest tu dużo racji. Powiedz zatem, jakie wnioski płyną z waszej dotychczasowej działalności? Bo myślę, że dla ciebie jako osoby, która to wymyśliła, jest na pewno wiele powodów do satysfakcji. Z drugiej strony też wiele przemyśleń na przyszłość…

KJ: Dla mnie przede wszystkim z dotychczasowego doświadczenia wynika to jakie głosy płyną od strony artystów i od strony osób, które pojawiają się na przykład na eventach. Ujawnia się po ich stronie duża świadomość takiej potrzeby – oni wiedzą jak ważne jest, że to powinniśmy robić. Takich feedbacków mam bardzo dużo. Oczywiście od strony organizacyjnej, od strony komercyjnej i tak dalej. Wiadomo, że to jest jeszcze, że tak powiem, raczkujący twór i zanim to nabierze dużej masy, potrzeba czasu. Chociaż trzeba przyznać, że w ciągu roku, czy nawet ponad roku, na platformie zintegrowało się ponad 100 artystów. I nie zrobili tego na zasadzie takiej, że my ich nagabywaliśmy na to, żeby dołączyć, tylko po prostu chcieli do nas przyjść. Twórcy wpadają na taką platformę sami, zadają pytania co dalej… Taka pula ludzi tworzących zebrała się wokół idei, którą implementujemy i to jest już duży sukces, potwierdzający, że potrzeba niewątpliwie jest.

Drugim wnioskiem jest to, że edukacja jest potrzebna, dlatego też staramy się współpracować z takimi inicjatywami jak Art Week, po to, żeby naszą ideę krzewić jak najszerzej. Wydaje mi się, że nawet trzeba by pomyśleć o jakichś tematach warsztatowych po to, żeby dla mniejszej puli odbiorców po prostu sztukę inaczej prezentować, omówić. Na ostatnim evencie miałem dużo zapytań czy możliwe byłoby zorganizowanie oprowadzenia i opowiedzenia o tych pracach. No oczywiście! Z różnych powodów nie było to tam akurat możliwe, ale nastawiamy się na to mając poczucie tego, że po stronie odbiorców jest potrzeba wnikania w sztukę coraz głębiej. Po stronie artystów również jest taka potrzeba.

Spotkałem także kilku kolekcjonerów, którzy powiedzieli: „No wreszcie mogę coś zrobić z pracami, które chciałbym puścić drugi raz w obieg”.

MB: Co z tymi kolekcjonerami? Bo sporo miejsca w naszej dotychczasowej rozmowie poświęciliśmy artystom. Mówiliśmy o tym też, że misją OnArte jest, żeby przekonywać, że sztuka nie gryzie, że jest blisko, że jest czymś dostępnym. Czy możesz na podstawie dotychczasowych doświadczeń zdiagnozować, czy polska publiczność, coraz bardziej interesuje się sztuką. Czy zmierza do tego, żeby sztukę kolekcjonować, czy nie masz jeszcze wyklarowanego zdania na ten temat?

KJ: Polska publiczność na pewno coraz bardziej interesuje się sztuką i to definitywnie widać. Polska publiczność na pewno nie potrafi jeszcze wyceniać sztuki i to też definitywnie widać, bo pada bardzo dużo pytań o to ze strony moich znajomych: „A co myślisz o tej pracy? A jak byś ją wycenił? A czy ta cena, która tutaj jest, jest uczciwa?”.

Ten aspekt wyceny jest w naszym kraju jeszcze na poziomie stosunkowo niskim. Nie mówię o kolekcjonerach, mówię o tej nowej fali miłośników sztuki, którzy chcą się w sztukę zaangażować. Bo kolekcjoner sobie zawsze poradzi. Natomiast OnArte chce tą sztukę otworzyć dużo szerzej, a nie jeżeli tylko na grupę kilkuset kolekcjonerów w Polsce.

MB: Ważne, żeby to wybrzmiało, że kolekcjonerem można zostać stosunkowo łatwo. To jest bardzo ważny punkt naszego przesłania. Należy podkreślić, że ktoś, kto byłby zainteresowany tym, żeby sztuką się zająć bardziej profesjonalnie, albo nawet hobbystycznie; ktoś, kto chciałby zacząć zbierać sztukę tego czasu na przyszłość dla siebie, dla dzieci, inwestycyjnie, albo chociażby, żeby się nią pozachwycać w domu, też może to za pośrednictwem platformy OnArte zrobić.

KJ: Oczywiście, bo pracę można kupić z różnych powodów. To może być praca stricte dekoracyjna, gdzie rzeczywiście trzeba inwestować rozsądne pieniądze. Natomiast jest bardzo dużo twórców i to nie jest czarna magia, którzy są już w tej chwili dobrze spozycjonowani, ale jeszcze nie na najwyższym poziomie. I to już zaczyna być wtedy inwestycją. Ja sam mam takie doświadczenia i wiem, że w ciągu dwóch lat wartość pracy, którą nabyłem, wzrosła o 100-150% nawet. I co więcej, miałem okazję zweryfikować to właśnie na portalu, że kupiłem ją za tyle dwa lata temu, a sprzedałem ją za tyle trzy miesiące temu.

MB: No właśnie, a zdradzisz jakie to sumy?

KJ: Mogę powiedzieć, że nabyłem pracę za 5 tysięcy złotych, a sprzedałem ją za 13 300 i w przeciągu dwóch lat.

MB: To prawie trzy razy więcej.

KJ: Tak, ale też trudno powiedzieć, że zawsze za każdym razem będzie 3, 4, 5 razy więcej. Może być nawet raz więcej i to jest też fajne. Bo jest takie powiedzenie na rynku sztuki, że coś, co już uzyskało wartość, na pewno tej wartości nie straci. Artysta, jego twórczość osiada na tym poziomie, a co będzie dalej, to jest tylko kwestia dalszej ścieżki artysty, jego konceptu, rynku, trochę pewnie szczęścia i znalezienia się w odpowiednim miejscu. No ja zawsze ze wszystkim powtarzam, że gdyby Michał Anioł nie urodził się blisko Florencji i nie zmarła mu matka i nie został oddany do kamieniołomu, gdzie miał okazję podłubać sobie w marmurze jako dziecko, no najprawdopodobniej nigdy by nie został wielkim rzeźbiarzem. Było trochę szczęścia w tym wszystkim i zrządzenia losu.

MB: Zgadza się. Szczęście jest potrzebne. Dobrze, że na stronie internetowej znajduje się komponent edukacyjny, o którym wspomniałeś. Czy myśleliście o tym, aby w przyszłości organizować też może rodzaj takich przewodników dla kolekcjonerów, czy wizyty studyjne, czyli aktywności, które jeszcze bardziej skracałyby dystans między publicznością a sztuką?

KJ: Tak, ja jeszcze tak tylko na marginesie powiem, że naprawdę staram się unikać słowa kolekcjoner. Bardziej idę w stronę miłośnik sztuki, bo wydaje mi się, że dla kolekcjonerów to my jeszcze możemy być mało atrakcyjni jako twór, który chce promować młodych artystów, polskich twórców. Nie wiem, może za chwilę będziemy mogli zorganizować też jakiś event za granicą. Myślimy o Berlinie i tak dalej, żeby pokazać, że ta sztuka polska może na razie chociażby wizerunkowo trafić na inny rynek. I to jest, jak uważam, bardzo ciekawy pomysł.

MB: Czy słowa kolekcjoner można się trochę wystraszyć?

KJ: Wydaje mi się, że trochę można się wystraszyć. W takim, powiedzmy, słownikowym pojęciu kolekcjonerem jest każdy, kto coś zbiera i tworzy jakąś kolekcję. Natomiast tu u nas, czy w świecie sztuki kolekcjoner to jest najprawdopodobniej już ktoś, kto się zajmuje sztuką na poziomie zaawansowanym, ktoś kto ma dużą wiedzę, większe budżety i tak dalej. A miłośnik sztuki wydaje mi się, że to jest ktoś, kto właśnie coś poczuł i chce się w to zaangażować, i zaczyna. Ja też doskonale pamiętam moment, kiedy ja zacząłem i kupiłem pierwszy obraz, potem pomyślałem sobie, że do niego pasowałby kolejny, a sobie później pomyślałem za namową mojego chrzestnego, że a może warto by było spróbować inwestycyjnie coś zrobić. I tak to się zaczęło. Nagle się pojawiło 120 prac w moim najbliższym otoczeniu.

MB: To już jest imponująca liczba. Chyba właśnie można cię nazwać kolekcjonerem.

KJ: Miłośnikiem. Ja siebie nazywam zbieraczem.

MB: Trzymam kciuki. A powiedz jeszcze na koniec, jakie masz wskazówki dla tych, którzy chcieliby śledzić waszą działalność i czego możemy się spodziewać w najbliższym czasie?

KJ: No w najbliższym czasie, czyli 20 czerwca 2024 roku, będziemy organizować kolejne spotkanie ze sztuką we Wrocławiu, we współpracy z Concordią Wrocław. I tam oczywiście wszystkich zapraszam. I to jest też taka troszkę idea OnArte, żeby te spotkania odbywały się w różnych miastach. Przepraszam, że to powiem, ale tak chcemy trochę tą sztukę wyprowadzić z Warszawy. I wydaje mi się, że Łódź, Gdańsk, Katowice, Szczecin, to są takie miejscówki, którym należy się od czasu do czasu też coś takiego jak spotkanie ze sztuką OnArte, gdzie jesteśmy w stanie zintegrować nawet bardziej tych lokalnych twórców, dać im przestrzeń, platformę do zaprezentowania się, do spotkania się z odbiorcami.

To jest w najbliższym czasie. W tym roku będziemy chcieli zorganizować jeszcze 4 albo 5 takich eventów. To jest też bardzo ciekawe, że bardzo dużo marek zaczyna po tych pierwszych naszych eventach lgnąć do tego konceptu, bo bardzo dużo marek po prostu chce się ogrzać w świetle sztuki i dać pretekst swoim klientom do spotkania z brandem, wykorzystując niejako sztukę jako taki pretekst do otwarcia się na nowe kierunki.

MB: W tym sensie sztuka łagodzi obyczaje.

KJ: Tak, też.

MB: Zapraszamy Słuchaczy i Czytelników bardzo serdecznie do śledzenia strony internetowej oraz mediów społecznościowych OnArte. Tam będą pojawiać się informacje odnośnie przyszłych działań, a oczywiście na co dzień także szeroka oferta ponad 100 artystów, z których pracami można się zaprzyjaźnić, można je również nabyć. Można również założyć własne konto na platformie. Dziękuję bardzo mojemu gościowi Krzysztofowi Justynowiczowi z OnArte. Dziękuję również sponsorowi, firmie Enea Operator.

Dziękuję za rozmowę.

KJ: Dziękuję bardzo.

edycja 2024podcastPoznań Art WeekPoznań Art Week 2024sztuka w Poznaniu

Avatar photo
Mateusz M. Bieczyński

Prawnik, historyk sztuki, kurator wystaw, krytyk artystyczny, autor publikacji, biegły sądowy z zakresu prawa autorskiego i sztuk wizualnych. Autor opracowań monograficznych na temat prawnych uwarunkowań życia artystycznego. Kurator wystaw oraz redaktor katalogów artystycznych w Polsce i za granicą. Publikował na łamach wielu czasopism artystycznych, m.in. Arteon, Art & Business, Format, Kwartalnik Fotografia, Obieg.pl. Łącznie opublikował ponad 100 artykułów i wywiadów.