z Maksem Radawskim rozmawia Agata Rodriguez

Agata Rodriguez (AR): Dzień dobry. Witamy wszystkich słuchaczy w podcaście Poznańskiego Art Weeka, „Energia Sztuki”, którego sponsorem jest Enea Operator. Dzisiaj spotykamy się z Maksem Radawskim, artystą, który związał swoją karierę z Poznaniem. Nazywam się Agata Rodriguez, na co dzień prowadzę Fundację Rodriguez w Poznaniu.

Maks Radawski (MR): Cześć Agata. Dzień dobry wszystkim.

AR: Dziękujemy za zaproszenie festiwalowi Poznań Art Week. A dzisiaj spotykamy się po to, żeby porozmawiać o sytuacji artystów sztuk wizualnych w Poznaniu. Chciałabym właśnie poznać perspektywę Maxa. Oczywiście ja też dorzucę swoje trzy grosze. No to zacznijmy.

Max, jesteś artystą, który związał swoje życie z Poznaniem. Opowiedz proszę, dlaczego Poznań? Skąd przyjechałeś? Jak się tu w ogóle znalazłeś?

MR: Przyjechałem z małego miasta Tomaszów Lubelski na wschodzie Polski. Przyjechałem z myślą, że wybieram ten kawałek Polski, który być może jest właśnie odległy, ale okaże się bliski. Taka też była moja źródłowa myśl, żeby doświadczyć czegoś innego. Przyciągnęła mnie pewnego rodzaju surowość, można powiedzieć też taki chłód w relacjach międzyludzkich, co było czymś zupełnie innym, czego wcześniej nie doświadczałem i stwierdziłem, że jest to właśnie dobry moment, żeby się z tym zmierzyć, czy to poznać. To było wyzwanie, aby gdzieś wewnętrznie się też, wobec tego ustawić i zrównoważyć. Moje dojrzewanie przypadło na miejsce, jakim był Lublin. Jestem już od wielu lat tutaj w Poznaniu i pracuję na Uniwersytecie Artystycznym.

AR: Rzeczywiście udało ci się zmierzyć z tą surowością w relacjach?

MR: Używając słowa „zmierzyć” bardziej myślałem o pewnym doświadczeniu, które jest właśnie gdzieś po innej stronie. Tym co mnie bardzo mocno przeciągnęło do Poznania był właśnie jakiś rodzaj dystansu. Nazywam też to chłodem w takim sensie, że wschód Polski kojarzy mi się raczej z ciepłem; z ciepłem w relacjach; z takim właśnie brakiem dystansu. Natomiast tutaj sytuacja wydawała mi się fascynująca, stymulująca i właśnie taka rozwojowa. Muszę też przyznać, że na moją decyzję, żeby się tutaj pojawić, wpłynęło jedno szczególne doświadczenie. Przez pewien czas uczęszczałem na zajęcia warsztatowe w Pracowni Fotograficznej pani Anny Borowskiej, która wspomniała o Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu jako o takim miejscu, do którego trudno się dostać. Więc dla mojej konstrukcji psychicznej to brzmiało jak wielka zachęta, żeby się właśnie z takim wyzwaniem zmierzyć. I zacząłem po prostu szukać osób, które są osobami absolwenckimi, aby dowiedzieć się więcej.

Pamiętam taki moment, kiedy zwróciłem uwagę na twórczość Keda Olszewskiego. Miałem okazję bliżej przyjrzeć się jego cyklowi fotografii „Błyskotki”. To takie fotografie, gdzie w miejscach publicznych pojawiają się nieoczekiwanie lustra. Pamiętam dokładnie jeden taki obraz, widok takiego dziedzińca, dosyć obskurnego, gdzie płytkami, takimi odbijającymi światło, lustrzanymi, wyłożony został kosz na śmieci. Zaczął tam błyszczeć w tej przestrzeni. Mam wrażenie, że gdzieś ten obraz połączył mi się z Poznaniem, jako taka zapowiedź właśnie iskrzenia i błyszczenia. Coś mi się wtedy rozświetliło w mojej głowie i myślę, że to było bardzo przyciągające.

AR: Czyli Poznań trochę przyciągał, trochę był wyzwaniem…

MR: Tak, był wyzwaniem. Zdecydowanie.

AR: A czy nadal jest wyzwaniem? Co robisz teraz właśnie w Poznaniu i czy nadal jest to dla ciebie wyzwaniem?

MR: To znaczy, wyzwaniem jest ciągła aktualizacja swoich potrzeb w relacji do tego miejsca, w którym się znajdujemy. Generalnie moim punktem, moją ostoją w tym momencie jest miejsce pod Poznaniem, czyli wieś Złotniki. Tam od jakiegoś czasu mieszkam, tam też tworzę. To jest takie moje miejsce zasobów, które jest w dalszym ciągu blisko, ale jednocześnie jest to miejsce na tyle odległe, że daje mi jakieś poczucie odcięcia się też od tego natłoku bodźców. Miejsce to wspiera moje procesy prywatne, osobiste, ale też procesy twórcze.

AR: Czyli troszeczkę uciekłaś, ale jedną nogą jesteś w Poznaniu?

MR: Być może była to forma ucieczki, a być może właśnie jakiegoś rodzaju wsparcia.

AR: No to teraz najtrudniejsze pytanie. Czy biorąc pod uwagę właśnie twoje doświadczenie, ale też perspektywę osób studiujących, które obserwujesz, Poznań jest miejscem, gdzie w ogóle warto rozwijać swoją karierę artystyczną? Czy widzisz jakieś plusy i minusy bycia artystą właśnie tutaj?

MR: Warto rozgraniczyć cykle, które zachodzą, w procesie budowania profesjonalnej kariery, czyli właśnie ten początek czy rozwój od rzeczywistego procesu robienia kariery. Więc jeżeli mówimy o robieniu kariery, to jest to proces dalszy. W to wpisany jest generalnie zawsze jakiś ruch. W tym kontekście miejsce, w którym jesteśmy, bardzo często może stać się przyczyną, powiedzmy, stagnacji, gdzie łatwo jest się, być może, pochować czy pogrzebać. Natomiast warto myśleć o tym w taki sposób, że miejsce, w którym żyjemy powinno być miejscem, w którym jest tam dobrze, które jest otwarte i w którym poszerzamy gdzieś swoją obecność.

Więc pewnie się z tym zgodzisz, że miejscem na robienie kariery bardzo dobrym w Polsce jest po prostu nasza stolica, gdzie też rynek sztuki jest pełniejszy, gdzie galerie komercyjne wspierają swoich artystów. Myślę, że to jest bardzo istotne, czyli ta opieka, która może objawiać się na przykład tym, że artyści zabierani są na targi. Dobrze o tym wiesz, bo byliście taką galerią. Teraz jesteście fundacją, ale ten aspekt właśnie rozwijania kariery osób, którymi się opiekuje galeria jest bardzo ważny. Natomiast jeżeli chodzi o właśnie rozwijanie czy początkowanie swojej kariery, to myślę, że tutaj nie ma takiej dobrej odpowiedzi na pytanie o to jakie miejsce byłoby dla tego najlepsze. To jest pytanie, które zawsze kierujemy gdzieś do siebie, czyli pytamy się o to, gdzie jest nam dobrze, gdzie jest takie właśnie nasze miejsce zasobów, z którego możemy czerpać. Myślę, że ważne jest to, żeby to miejsce nas stymulowało, generowało rozwój, generowało zmiany. I to wcale nie musi być tak, że to miejsce musi być łatwym miejscem. Myślę, że wbrew pozorom, właśnie, jeżeli spojrzymy na Poznań, to z mojego punktu widzenia, właśnie dla mnie ta stymulacja polegała na tym, że to miejsce jest gdzieś tak pośrodku, czyli że z jednej strony można tutaj popaść w poczucie beznadziei, ale też można popaść w euforię. To zróżnicowanie doświadczeń z mojego punktu widzenia są twórcze, czyli właśnie wpływające na rozwój; budujące też takie poczucie bardzo często, że my stajemy się sprawczy, czyli to my musimy szukać pewnych rozwiązań, szukać kompromisów, co myślę, że na tym początkowym etapie jest bardzo istotne, żeby też właściwie określić siebie, co jest dla nas ważne, co jest dla nas istotne i co stanowi jakieś takie najgłębsze źródło naszej twórczości.

AR: Czy możemy zatem powiedzieć, że Poznań nie rozleniwia młodych artystów, którzy startują?

MR: Wydaje mi się, że nie. Mnie osobiście chyba nie rozleniwił, mam nadzieję, chociaż na pewno są takie momenty, kiedy potrzebujemy odpoczynku, potrzebujemy zebrać siły albo właśnie odnaleźć takie miejsce, w którym teraz dla mnie są Złotniki, gdzie doceniamy taką wartość też odcięcia się od pracy czy zbudowania sobie takiej przestrzeni, która wspiera.

AR: Zapytam o takie bardziej przyziemne rzeczy. Z tobą się wspaniale rozmawia, jest zawsze tak poetycko. Ja uwielbiam w ogóle Maksa słuchać. Ale tak przyziemnie, czy według ciebie jest tutaj wystarczająco rozwinięta infrastruktura dla sztuki? Czy jest wystarczająco dużo pracowni, czy środowiska wspierające, czy są jakieś inicjatywy oddolne, które pomagają, w rozwoju karier, czy w promocji karier, czy w ogóle właśnie w rozwoju twórczości?

MR: Wydaje mi się, że trudno mi jest odpowiadać na pytania w sposób konkretny, więc być może w dalszym ciągu nie będziemy opierać się na konkretach, tylko na jakichś moich przeczuciach czy wewnętrznych rozpoznaniach. Wydaje mi się, że w Poznaniu w dalszym ciągu jest tak, i to też może pytanie do ciebie, czy też tak uważasz, że więcej jest takich działań oddolnych niż odgórnych. Też myślę, że takim ciekawym przykładem z ostatniego czasu jest powstanie Galerii Szczur stworzonej przez osoby studenckie, a nie tylko osoby artystyczne – Agnieszkę Topolską, Daniela Dąbrowskiego, Wiarę Wojtaszczyk i Andrzeja Stańka – stworzenie Galerii w Poznaniu, która właśnie była ich pomysłem, była taką inicjatywą oddolną, która powstała przy okazji jakichś tam spotkań prywatnych, też chyba z kumpelstwa po prostu i generalnie z wewnętrznej potrzeby. I myślę, że fajnie jest to obserwować, jak takie miejsce się rozwija. Z tego, co wiem, to planem była taka inicjatywa, gdzie tych wystaw w ciągu roku będzie kilka. Było kilkanaście. Można obserwować dużą frekwencję i też jakościowość tych wystaw. Ale pytanie też było takie, czy to społeczeństwo nasze artystyczne jest wspierające, tak?

AR: Tak.

MR: Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to my wypracowujemy po jakimś czasie w danym miejscu taką relację. To wymaga jakiejś pielęgnacji. Na pewno nasze społeczeństwo, nasza społeczność jest też hermetyczna, ale z drugiej strony po czasie właśnie mam takie poczucie, że wypracowałem sobie takie relacje, które są o tej po prostu zwykłej życzliwości; o takim poczuciu, że jeżeli mi brakuje jakichś narzędzi czy wiedzy właśnie w procesie twórczym, to mam do kogo się zgłosić. Mam takie osoby w tej przestrzeni artystycznej, które nie chronią też tych swoich umiejętności czy narzędzi, zdolności jako takiej twierdzy, tylko potrafią się tym dzielić. Potrafimy wspólnie zauważyć te sytuacje, które są jakąś wymianą i też obszary, w których możemy sobie pomóc. I oczywiście po czasie przebywania, bycia, doskonale wiesz, idąc na przykład na wystawę, do kogo podejść, z kim przyjemnie doświadczać tego wydarzenia, a kogo obdarzać z odległości uśmiechem. Więc taka jest moja odpowiedź.

AR: Tak, tak, tak. Te sytuacje wernisażowe są rzeczywiście czasami krępujące. Szczególnie dla osób, które dopiero wchodzą do tego świata sztuki. Ale zachęcam wszystkich, żeby się odważyć i chodzić jak najwięcej, poznawać to środowisko, bo naprawdę, tak jak Max mówi, fajnie sobie wypracowywać takie bliskie relacje z osobami, które po prostu będą wsparciem, które można zapytać o mnóstwo rzeczy. Ja sama takie osoby mam wokół siebie. Myślę, że każdemu się to na pewno przyda.

MR: Tak, ja myślę, że właśnie po latach bycia tutaj, to jest dla mnie niesamowite i fascynujące, że w dalszym ciągu właśnie te spotkania są spotkaniami z ludźmi, którzy przekazują ogrom wrażliwości, wiedzy, autentyczności. To jest doświadczenie wzruszające. Bardzo często takich momentów nie doświadczamy w takich oczywistych miejscach. Często zaskakuje mnie to, że przypadkiem odnajdę takie wydarzenie, które gdzieś do mnie przemówi w nieoczywistym miejscu. Bardzo często to nie jest taka sztuka, która jest głośna, bym tak to określił. Gdzieś wydarza się po cichu, ale właśnie wracamy do domu i zostajemy z tym przez kilka dobrych dni i to rośnie w nas.

AR: Dobrze. To jeszcze raz, wróćmy do przyziemnych rzeczy. Spróbuję. Już ostatnie takie właśnie przyziemne pytanie. Czy miasto mogłoby jakoś pomóc? Czego właśnie artystom, artystkom najbardziej brakuje w Poznaniu?

MR: Oczywiście, że miasto mogłoby pomóc. Powinno nawet, tak myślę, wspierać młodych artystów. Myślę, że z takich obserwacji zawsze jest wiele. Jeżeli zadasz pytanie młodej osobie, czego potrzebuje, określisz jej potrzeby, to pojawia się to samo hasło, czyli fundusze i przestrzeń. I myślę, że to są takie najważniejsze punkty, czyli to, co miasto mogłoby zrobić, to solidnie dofinansowywać wydarzenia, instytucje. Też zwracać uwagę na te przestrzenie, gdzie odbywają się open calle, czy na to, żeby jednostki, które się takim open call zajmują, miały przestrzeń, możliwości do tego, żeby poszerzać grono osób artystycznych, włączać też te perspektywy, które są różnorodne i bardzo często wybiegające poza pewne nurty, czy specyfikę, czy klimat, duch, który się objawia. No a jeżeli chodzi o przestrzenie, to myślę, że jest bardzo dużo przestrzeni, które są puste, które są do wykorzystania. Osobom studenckim, osobom artystycznym, młodym osobom brakuje właśnie takich miejsc, w których mogłyby pracować po prostu. I to też mogą być działania kolektywne. Myślę, że ważne byłyby też mocno wspierające procesy dla jakiejś wymiany. Myślę, że też bardzo istotne jest to, co wy jako fundacja oferujecie młodym ludziom, czyli wszelkiego rodzaju warsztaty, spotkania sieciujące, też takie spotkania z osobami, które wnoszą bardzo istotny aspekt biznesowy, czyli odniesienie do tych właśnie konkretów, tego istnienia na rynku, poznania mechanizmów. Myślę, że to są bardzo istotne rzeczy, które wymagają po prostu finansowania.

AR: Super, że o tym mówisz. Rzeczywiście przy okazji też zaproszę wszystkich, na nasze spotkania sieciujące dla młodych artystów, artystek, kuratorów, kuratorek. I na spacery, bo też mówiliśmy o tych właśnie wydarzeniach i różnych wystawach oddolnych, różnych nowych miejscach, które się pojawiają. Naprawdę w Poznaniu jest mnóstwo galerii, znanych i nieznanych. I na spacerach z Fundacją Rodriguez odwiedzamy te miejsca. Jest to wydarzenie, które jest bezpłatne, otwarte dla wszystkich – dla osób, które chcą sobie po prostu pochodzić po wystawach i mają taką zachętę, a też dla osób, które nigdy w takich galeriach nie były, żeby po prostu poznać też nowe miejsca.

Na koniec zapytam Cię jeszcze o jakiś najważniejszy projekt, którym chciałbyś się z nami podzielić i twoje plany na przyszłość.

MR: Kiedy pojawia się pytanie o najważniejszy projekt, to w mojej głowie od razu wyrasta myśl o ostatnim projekcie, dlatego że on jest najbliższy temu, co się wydarza u mnie tu i teraz. Jest to projekt, który jest najbardziej istotny w danej chwili. Mogę powiedzieć, że jest to ostatni projekt, który realizowałem też w waszej galerii, wystawę „Czy widziałem świat od początku?”, dlatego że właśnie sprowadza mnie on do tych pytań, które są teraźniejsze, które mnie w tym momencie interesują, czyli są to w dalszym ciągu wątki alchemiczne. Chociaż też z takim zauważeniem, jeżeli jesteśmy blisko swoich procesów, że już coś odchodzi. Zauważam to, że pewne rzeczy już się osadziły, pewne rzeczy już przemijają, więc też tutaj myślę, że ta przestrzeń alchemiczna już się trochę oddala, chociaż nadal jest w jakimś sensie aktualna. Myślę nad kolejnymi projektami.

AR: A zostajesz w Poznaniu?

MR: Zostaję w Poznaniu. Niedawno rozpocząłem nowy projekt badawczy. Od jakiegoś czasu zbieram na przykład białe kamienie… Zostaję też z tego względu, że tym miejscem, które mnie wiąże z Poznaniem jest Uniwersytet. W tym momencie mamy bardzo intensywny czas. Rozpoczynają się dyplomy, na które też serdecznie zapraszam. Odbędzie się bardzo dużo, myślę, ciekawych działań twórczych. To jest otwarte dla wszystkich osób, czyli każdy może pojawić się na takiej obronie, każdy może pojawić się na wernisażu.

MR: A gdzie możemy znaleźć informacje o nich?

MR: Takie informacje zaraz się będą pojawiać. Myślę, że niebawem pojawią się harmonogramy związane z konkretnymi dyplomami na naszych stronach UAP-u, też na Facebooku, pewnie na Instagramie.

AR: Super. To ja też ze swojej strony zapraszam serdecznie. Będziemy też mieli kilka dyplomów u nas z Fundacji Rodriguez, ale tych dyplomów będzie naprawdę mnóstwo w całej przestrzeni miasta, więc myślę, że cały czerwiec tutaj będzie nimi wypełniony. No i oczywiście zapraszamy serdecznie na wystawy związane z Art Weekiem. Dziękuję serdecznie, Max.

MR: Dzięki, dziękuję bardzo.

AR: Do usłyszenia.


edycja 2024podcastPoznań Art WeekPoznań Art Week 2024sztuka w Poznaniuwystawa

Avatar photo
Agata Rodriguez

Agata Rodriguez, historyczka sztuki, kuratorka, galerzystka, współzałożycielka (wraz z mężem, Carlosem Rodriguezem) Fundacji Rodriguez oraz Galerii Rodriguez (ul. Wodna w Poznaniu)